K.C.Hiddernstorm "Władczyni mroku"


Pióro K.C.Hiddernstorm poznałam przy okazji książki "Po złej stronie lustra", która zdecydowanie przypadła do gustu moim dość wymagającym kubkom czytelniczym. Teraz nadeszła pora na drugie spotkanie tym razem z debiutem czymś całkiem odmiennym i nowym. Początkowo obawiałam się trochę, że w książce wyłapie inny język i wykonanie. Nie chciałam pokusić się o stwierdzenie gorsze, dlatego że nie zawsze do końca ono pasuje. Tu zdecydowanie nie. "Władczyni mroku" okazała się czytelniczą propozycją na wysokim poziomie o barwnym wykonaniu łączącym w sobie cechy romansu z dobrą fantastyką. Jako że bardzo lubuję się w romantycznych historiach, a fantasy również pojawiło się w moich wysokich kategoriach, to takie połączenie mogło dać tylko i wyłącznie same plusy.

Mieszkająca w San Francisco Megan Rivers wiedzie spokojne życie jak każda przeciętna trzydziestolatka. Chodzi na zakupy, pracuje, jeździ samochodem czy spotyka się z przyjaciółmi. Nawet jej tatuaż, choć niesamowity i indywidualny, to wtapiający się w rzeczywistość. Jednak każda monotonia nawet ta najgorsza i głęboka w końcu doczeka się chwili rewolucji. Naszej głównej bohaterce również się to przydarza. Oblany kawą szef, palące się kościoły i książę ciemności to tylko mała namiastka paranoicznych wydarzeń, które dotkną Megan. Na duże uznanie zasługuje z całą pewność sam Lucyfer, który kojarzy się z postacią czyniącą zło, wyrażającą niechęć do wszystkiego, co pojawia się na ziemi i jest dobrem. Tu okazuje się, że przejawiane przez niego uczucie miłości jest szczere, bijące wolą walki o ukochaną. To dla mnie ogromne zaskoczenie, a zarazem miła odmiana.

"To chyba najgorsze ze wszystkiego - być nieszczęśliwym w swoich snach. Gdy nawet tam człowiek nie może znaleźć ukojenia, cóż więcej mu pozostało?"

W chwili, gdy odłożyłam książkę, od razu zadałam sobie fundamentalne pytanie, skąd autorka czerpie tak dobre, ciekawe i oryginalne pomysły? Wszystko to opisała tak płynnym, bogatym słownictwem tym samym zaaranżowała nasze uczucia, rozkładając je jak nowe meble w świeżo wymalowanym pokoju. Tym przenośnym pokojem jest nasza wyobraźnia, która tak czysta, odnowiona bezproblemowo odtwarzała dziejące się w książce wydarzenia. Czasem miałam wrażenie, że sama staję się taką Megan i wkraczam do świata książki.


Często pod koniec książki staram się odgadnąć zakończenie. Analizując przebieg fabuły, typuję, a następnie kończąc, sprawdzam, w jakim stopniu moje przypuszczenia stały się słuszne. Tym razem jednak nie udało mi się tego zrobić. Po pierwsze mijające wątki nijak nie sugerowały mi końca, a po drugie tak zajęta lekturą chciałam bezpośrednio się o nim przekonać. K.C. Hiddernstorm fenomenalnie buduje wciąż rosnące napięcie, przeplatając z nutą niepewności. Sami bohaterowie wyróżniają się różnorodnością, a główna bohaterka posiada wyznaczone granice, co nie powoduje zlania się postaci. Nie lubię, gdy bohaterowie pierwszoplanowi w trakcie akcji nagle całkowicie odchodzą na bok. Skoro sięgam po książkę, na okładce, której czytam o danej bohaterce, bądź bohaterze to w dalszym ciągu zapoznawania się oczekuję od początku do końca losów wspomnianych osób.

"Wszystkie koty – wielkie i małe, dzikie i domowe – są po prostu magiczne. Jeśli ktoś z was nie lubi kotów, to wiedzcie, że uważam takie jednostki za kliniczne przypadki aroganckich zwyrodnialców. Nie lubić ludzi to jedno, ale nie lubić kotów? To już problem. Poważny problem."

Zabierając się za kwestie równie istotne, jak pozytywne odczucia trzeba wskazać też te drugą stronę czyli minusy. Tu kartka przez długi czas była pustka, dopóki nie odłożyłam książki. Analizując całość, okazało się, że książka mogła posiadać część kartek mniej. Dla kogoś, kto czytał tę lekturę jednym tchem, było to dość odczuwalne, bo wydarzenia ciągły się odrobinę za długo, jednak dla tych, którzy kilkakrotnie odkładali ją na większy okres, nie zrobiło to ogromnej różnicy.

Podsumowując "Władczyni mroku", to dobry i intrygujący debiut, który wywołał na mnie ogromne wrażenie. Prawdziwa uczta dla smakoszy fantastyki połączonej z rzeczywistością. Idealna na długie wieczory i niezastąpiona podczas oczekiwania na przyjęcie u lekarza.



Moja ocena 8.5/10

Patrycja Łazowska



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz