#10 Anna Kasiuk

Na moim blogu gościło już dość sporo osób, dziś mam zaszczyt gościć pisarkę Annę Kasiuk. Dotąd nie znana teraz już bliska memu sercu. Sposób w jaki Pani Anna odpowiedziała na moje pytania jest pełen przemyśleń, ciepła i sympatii nie ma wyjścia by ukryć uśmiech jaki sam pojawia się na twarzy. Pani Annie serdecznie dziękuję a Was kochani czytelnicy serdecznie zapraszam abyście sami mogli przekonać się o mojej racji. 

1. Powróćmy na chwilę do szkolnych lat, czy już wtedy przejawiał się u pani talent w pisaniu? Dostrzegał go kto, a może Pani sama gdzieś tam widziała to kiełkujące nasionko?

Z opowiadań mojej mamy i babć wynika, że już jako dziecko byłm niepokorną indywidualistką. Tam, gdzie mnie być nie powinno, byłam, odzywałam się w najmniej odpowiednich momentach i niestety znajdowałam się w miejscach, w których być nie powinnam. I niewiele zmieniło się z upływem czasu, wciąż przejawiam taką tendencję, z tą tylko różnicą, że zanim coś powiem, czy zrobię, zatrzymam się i zastanowi. W mojej duszy zawsze grało inaczej. Zdecydowanie nauki ścisłe nie były moją pasją, ale nigdy nie miałam z nimi problemu. Bez przerwy natomiast miałam przy sobie zeszyt i notowałam spostrzeżenia, cytaty czy też myśli, które pojawiały się w mojej głowie w najmniej oczekiwanych momentach. Chłonęłam książki tak, jak teraz ma to miejsce w przypadku mojej Julii, żyłam opisywanymi historiami, cierpiałam, płakałam i dźwigałam się z każdego takiego upadku dosyć długo. W końcu zaczęłam przelewać historie, które z czasem zaczęły mnie trawić, na papier. Zawzięcie, bez względu na miejsce, w jakim znajdowałam się. Ale nigdy nie myślałam o tym, by pokazać światu to, co wychodziło spod mojego pióra. Nawet przez myśl mi to nie przeszło. Czyli to kiełkujące nasienie dojrzewało wraz ze mną. 

2. Czy wydarzenia przez Panią opisywane dotyczą w jakimś stopniu życia osobistego?

Aby tchnąć życie w bohatera potrzeba doświadczyć go, naznaczyć bagażem przeżyć, nadać mu pewnych wiarygodnych cech. Sprostanie temu jest możliwe dzięki obserwacjom i użyczeniu swoich doświadczeń i przemyśleń. Moi bohaterowie czasami postępują tak, jak ja, przeżywają to, przez co również ja musiałam przejść. W innych zaś przypadkach zachowują się zupełnie, jak ludzie, którzy stanowią moje otoczenie, bądź stanęli w jakikolwiek sposób na mojej drodze. Nie sądzę, że możliwe jest, by wykreowani bohaterowie mogli być w zupełności odrębnymi tworami w niczym nie przypominającymi ich twórców. Zawsze opierają się o ich doświadczenie, pragnienia a nawet marzenia. 

3. Jakie są Pani ulubione tematy pisania?

W moich powieściach istotne są szczegóły, które według mnie odgrywają ogromną rolę w naszym życiu. Drobne zdarzenia, jakieś incydenty potrafią czasem bardzo wpłynąć na nasze życie i o tym przeczytacie w moich powieściach. Saga Łowiska skupia się głównie na pokazaniu, jaką rolę odgrywa w życiu przywiązanie, miłość i jak brzemienna w skutki potrafi być przesadna wiara w rodzinne tradycje. W moim życiu zwracanie uwagi na drobiazgi stanowi bardzo istotny element. Dlatego często patrzymy z dzieciakami na piękny księżyc w pełni, latem słuchaliśmy odgłosów życia, jakie toczyło się w koronie rosnącej nieopodal mojego domu lipy. Moje dzieci powoli zaczynają zwracać uwagę na takie szczegóły i zaczynają one sprawiać im przyjemność a o to własnie chodzi, o tę przyjemność, którą dawać ma życie. 

4. Nie długo święta, jakie są coroczne tradycje w Pani domu? Mają związek z czytaniem, książkami albo pisaniem? Czy raczej to dwie osobne drogi?

Już teraz jest właściwie po świętach :-) Pytanie jednak pozostaje aktualne i na samo wspomnienie okresu przedświątecznego rozczuliłam się. Kiedy bowiem nie miałam jeszcze własnej rodziny, ogromną przyjemnością dla mnie i mojej siostry był ten właśnie czas. Tuż przed świętami spędzałyśmy z mamą godziny w kuchni. Przygotowywałyśmy z nią dania, a tato zajmował się logistyką. To był cudowny czas, budował magię świąt i wydłużał je o kilka dodatkowych dni. Nasz dom tętnił wtedy życiem, każdego dnia pojawiali się w nim goście. To było tradycją w moim rodzinnym domu. Teraz mam już dzieci a tamten czas na zawsze pozostanie w mojej pamięci i sercu. Oczywiście moja córka pomaga mi w przygotowaniu się do tego okresu. Ja przed samymi świętami spędzam nieco więcej czasu w pracy, więc nie mamy tego czasu na kultywowanie tradycji przedświątecznych przygotowań, co miało miejsce w moim dzieciństwie. Poza tym, znacznie zawęziło się grono świętujących, a i podejście do świąt uległo weryfikacji. W moim domu okres świąteczny ma być czasem refleksji i odpoczynku, dlatego stół nie stanowi u nas tak istotnej roli. Spędzamy czas raczej na rozmowie, spacerach i odwiedzamy tych, z którymi nie widujemy się zbyt często. Liczy się czas, który możemy poświęcić sobie, a którego w tych czasach ciągle brakuje. Czy jest to okres związany z pisaniem? W moim wypadku, zdecydowanie tak. Dzień pozbawiony możliwości pisania, jest dniem straconym! Dlatego wieczory i noce niezmiennie służą pisaniu. 

5. Jak odczuwa się świadomość, że tysiące, miliony osób zaczytuje się w Pani książkach? 

Bardzo chciałabym, żeby tak było, żeby to tysiącom, a nawet milionom Czytelników własnie moje powieści dawały radość. To chyba pragnienie każdego piszącego, ponieważ przekłada się to na satysfakcję płynącą z tego, co się robi i świadomość, że to co chciałam przekazać znajduje odbiorców, którzy odczuwają poruszany temat w podobny do mnie sposób. A świadomość, że moje książki są czytane jest rzeczywiście odczuwalna. Mieszkam w niedużym miasteczku, którego większość mieszkańców po prostu się zna. Jeśli nawet nie osobiście, to wiemy o sobie wiele. Takie są uroki małomiasteczkowych społeczności, siłą rzeczy zatem moje pisanie wypłynęło dosyć szybko. I, co ogromnie mnie cieszy, spotykam się z bardzo miłymi reakcjami ze strony ludzi. Czasem zwykłe „dzień dobry” i uśmiech potrafi powiedzieć bardzo wiele, tym bardziej, że zanim pojawiłam się na rynku wydawniczym, takie drobne uprzejmości dzieliłam jedynie z ludźmi z najbliższego otoczenia. Zdarzają się również sytuacje, które zaskakiwały mnie na początku, ale teraz staram się podchodzić do nich już w bardziej naturalny sposób, mianowicie ludzie potrafią mnie zaczepić, by zapytać na przykład o jakiś opisywany szczegół, bądź termin ukazania się kolejnej książki. A to naprawdę podbudowuje i jest bardzo miłe. Wspomnieć należy również o środowisku w sieci, które ze względu na swoją, przynajmniej teoretyczną anonimowość, potrafi zaskakiwać zdecydowanie bardziej. Grono moich Czytelników rozrasta się, staram się utrzymywać z Nimi stały kontakt, czytam komentarze, biorę udział w dyskusjach i podoba mi się to coraz bardziej.

6. Czy istnieją w Pani życiu momenty gdzie zastanawia się Pani nad sensem tego co robi?

Zawsze. Każdego dnia zadaję sobie pytanie o sens tego, co robię. I dzieje się tak nie dlatego, że tracę wiarę w zasadność moich działań. Nic z tych rzeczy. Wychodzę z założenia, że życie mamy jedno i warto spędzić je na robieniu rzeczy, które służą czemuś, dają radość. Czuję się lepiej pamiętając o tym, co jeszcze przede mną, co jest niezbędne do życia a co muszę robić, by marzenia, nie zostały pogrzebane. 

7. Jak zareagowali najbliżsi gdy powiadomiła ich Pani o tym, że chce wydać książkę? 

Do wydania mojej pierwszej książki nakłaniał mnie bardzo gorliwie mój mąż. Sama chyba nigdy nie zdobyłabym się na podjęcie tego kroku. Pisałam ją tylko i wyłącznie dla siebie, to było coś w rodzaju terapii mającej na celu zachowanie równowagi, kiedy nagle okazało się, że problemy codzienne zbyt natarczywie domagają się uwagi. Zdecydowanie wolę bowiem, kiedy panuje wokół mnie spokój, kiedy nic mnie nie zaskakuje. Godząc się na ten krok, popełniłam swego rodzaju coming out, choć absolutnie nie zakładałam, że tak się stanie. Sama dopiero uczę się traktować zaistniałą sytuację, jako coś zupełnie naturalnego, bo pojawienie się moich powieści na rynku wprowadziło kilka znaczących zmian w moim życiu, co odczuwają oczywiście i moi bliscy.


Udostępnij ten post

1 komentarz :

Molinka Książkowa © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka