Marta Matulewicz "Dylematy Laury"



Debiuty literackie zawsze budzą we mnie swego rodzaju chęć poznania, podarowania szansy swoim twórcą, ale także niepewność tego, co mają mi do zaoferowania. Początkowi autorzy dzielą się na trzy kategorie, które w ubiegłym roku miałam okazję dobrze rozpracować, a mianowicie pierwsza z nich to ci, którzy swoim dziełem sprawiają wrażenie, jakby robili to od zawsze. Lekkość pióra, umiejętne operowanie przebiegiem zdarzeń. Inni natomiast to ci, którzy dobrze kierują losem swoich bohaterów, posiadają znakomity pomysł na fabułę, jednak wykonanie całości posiada mankamenty do dopracowania. Trzecia grupa łączy w sobie przypadki, które całkowicie zagubiły w sobie sens słowa pisanego i bez skrupułów go kaleczą. Książka "Dylematy Laury" łączy w sobie cechy drugiej z powyżej wymienionych kategorii. Marta Matulewicz stworzyła historię słodko-gorzką na otarcie łez młodym kobietą, które nagle zostają osamotnione.


"Skończyłam college angielskiego, minęły wakacje i zaczęłam się zastanawiać, co dalej, czy chcę utknąć w pracy, czy powinnam najpierw coś zobaczyć, zawojować świat."

Główną bohaterkę o imieniu Laura poznajemy w kluczowym momencie jej życia. Kobieta podejmuje ważną decyzję dotyczącą jej nieudanego związku. Dotychczasowy partner nieustannie ją zdradzał, oszukiwał, tłumacząc się bardzo płytkimi przeprosinami. Tytułowa bohaterka decyduje się zakończyć związek, tym samym przychylnie reagując na propozycję swojej przyjaciółki. Laura wyjeżdża do Wielkiej Brytanii ku otworzeniu nowego rozdziału w jej życiu. Niestety jest ona taką kobietą "wpadką", niezdarą, która nawet w sprzyjających okolicznościach sprowadza na siebie kłopoty. Rozlana kawa, wzniecony pożar to tylko mała namiastka tego, co czeka Laurę.

Plusem książki jest to, że autorka łączy prosty język z dość przewidywalnymi zdarzeniami, co czyni z powieści miłą lekturę z wieloma śmiesznymi momentami. Obie bohaterki kontrastują ze sobą, każda z nich jest inna, co pozwala im dobrze zrozumieć się, a zarazem uzupełniać w relacji, które je łączą. Dobrze jest czytać historię, w której zagubiony bohater, a tu bohaterka ma w swoim otoczeniu osobę, która potrafi synchronizować swoje myśli tak, że wie, co ta zraniona osoba w danej chwili potrzebuję. Zosia wydaje się osobą opanowaną, niezależną i posiadającą dokładny plan na życie. Laura natomiast jest troszkę taką ciepłą osóbką, która wciąż czuję w sobie małą dziewczynkę. Mimo że cała historia dotyczy smutnych wydarzeń, to wypadki Laury czynią z książki humorystyczną.

(...) motyle w brzuchu, rumieńce na twarzy. Zdecydowanie znajdowałam się w stanie zakochania i dobrze, bo już myślałam, że miłość nie jest dla mnie."

Marta Matulewicz w swojej debiutanckiej książce łączy urokliwość Londynu i małe miłostki, co sprawia, że nasza wyobraźnia przenosi nas do tego miejsca, zachęcając do tego, by się zakochać. Nigdy nie miałam przyjemności odwiedzić tego miasta, a czytając opisy zawarte w treści, czuję się zachęcona. Wątki romantyczne nazywam tu "miłostkami", ponieważ nie należą one do porywających romansów, czy poważnych związków. Pojawiające się role męskie są raczej epizodyczne i żaden z nich nie gości zbyt długo na planie książkowym. Uwypukla to zatem przyjacielskie relacje Laury z Zosią i postrzeganie Wielkiej Brytanii jako państwa sprzyjającego emigrantom.

Reasumując "Dylematy Laury" to dobry debiut wymagający kilku poprawek technicznych o humorystycznym zabarwieniu niesprzyjających wydarzeń głównej bohaterki. Ukazuję potęgę przyjaźni w malowniczym mieście wśród przyjaznych ludzi. Z kilku źródeł wyczytałam, że książka doczekać ma się nie tylko wersji papierowej, ale także drugiej części, dlatego trzymam kciuki za autorkę i życzę powodzenia w dążeniu do celu.


Moja ocena: 5,5/10

Patrycja Łazowska


Za możliwość zapoznania się z treścią książki dziękuję serdecznie autorce Marcie Matulewicz. 



1 komentarz:

  1. Nie słyszałam o niej... Też mam zawsze mieszane uczucia, gdy sięgam po debiut :)

    http://www.recenzjezpazurem.pl/

    OdpowiedzUsuń